Menu

W roli rodzica z ASD w tle

Mam autyzm,własne dzieci i nie zawaham się o tym pisać.

Rzecz o potrzebach.

mamza

 

Jak już pewnie wiecie, jestem orędownikiem poglądu, iż podstawą tworzenia zdrowej relacji (zarówno na poziomie dorosły – dorosły, jak i dorosły – dziecko) jest znajomość własnych potrzeb i umiejętność ich zaspakajania. Dla niektórych jest to pogląd skrajny, gdyż uważają, że potrzeby dziecka winny stać nad potrzebami rodzica. 

Postanowiłam więc wziąć ten temat na warsztat i rozwinąć myśl.

 

O ile człowiek dorosły jest odpowiedzialny sam za zaspokajanie swoich potrzeb, o tyle zaspokajanie potrzeb dziecka leży w obowiązku rodziców.

 

Widzicie sprzeczność? Ja nie – w teorii. W życiu praktycznym różnie bywa. Dlaczego? Dlatego że:

a) często ignorujemy własne potrzeby lub odczytujemy je za późno,

b) czasem nie mamy idei, jak je zaspokoić,

c) często mylimy potrzeby ze strategiami, fiksując się na tych drugich (my, znaczy ludzie, bez względu na ścieżkę rozwoju, jaką podążamy).

 

Warto więc zacząć od rozróżnienia tego, czym jest potrzeba a czym strategia.

 

Strategia to konkretny pomysł na zaspokojenie potrzeby.

 

Potrzeba natomiast jest to działająca w mózgu siła fizykochemiczna, która organizuje percepcję i określone grupy reakcji autonomicznych, słownych i motorycznych, wyobrażeniowych w celu zmiany sytuacji napięcia. [teoria Murraya, źródło Wikipedia]

 

Dla tych, co lubią prościej: niezaspokojona potrzeba powoduje napięcie, napięcie to wywołuje mobilizację by potrzebę zaspokoić, człowiek dostaje potrzebną ku temu energię i ... co się dalej dzieje?

 

Możliwości jest kilka. Weźmy na warsztat najprostszą potrzebę fizjologiczną: głód.

 

1. Organizm humanoida wysyła mu informację, że zaistniała potrzeba zatankowania jedzenia.

 

a) Humanoid tego nie zauważył. -> potrzeba nie zostaje w czas zaspokojona, napięcie narasta.

b) Humanoid zauważył, że jest głodny, ale nie wie, co z tym fantem zrobić. -> czas mija, a napięcie narasta.

c) Humanoid czuje głód, jednak zafiksował się na strategii: mogę zjeść tylko lasagne`a alla szpinak. Ta strategia okazuje się nierealna, więc potrzeba zostaje niezaspokojona. -> napięcie narasta.

d) Humanoid czuje głód i poszukuje realnej strategii do zaspokojenia potrzeby.

 

Gdybyśmy na warsztat wzięli jakąkolwiek potrzebę z piramidy Masllowa, algorytm wyglądałby podobnie. Łatwo się domyślić, że narastający stos niezaspokojonych potrzeb prowadzi do meganapięcia, które w zależności od temperamentu, będzie siać tak czy inaczej zniszczenie. Dzieje się tak w każdym przypadku, bez względu na to, czy humanoid jest osobą neurotypową, czy osobą w spektrum autyzmu, czy jest dzieckiem, czy dorosłym. Warto dodać, że osoby z ASD są mistrzami w odcinaniu się od własnych potrzeb, co powoduje, że jesteśmy bardziej narażeni na niszczycielską moc płynącą z energii niezaspokojonych potrzeb. Czasem najbardziej podstawowych.

 

Jak to z tymi potrzebami jest w kontekście rodzicielstwa?

 

Z mojego doświadczenia wynika, iż jedynie rodzic, którego potrzeby są zaspokojone, może adekwatnie zaspakajać potrzeby dziecka. Ponieważ naszym obowiązkiem jest zaspakajanie potrzeb dzieci, jako odpowiedzialni rodzice MUSIMY koniecznie pracować nad rozpoznawaniem i zaspakajaniem potrzeb własnych. Dla bezpieczeństwa całej naszej rodziny.

 

Jak? Nie mam gotowej recepty. Sama po prostu pracuję nad tym tematem intelektualnie (można ten też wziąć go na warsztat z dobrym terapeutą). Gdy zauważam u siebie oznaki frustracji, przemęczenia, drażliwości, gdy zrobię coś sprzecznego z moimi przekonaniami, zamiast pogrążać się w poczuciu beznadziei, traktuje to jako impuls do zastanowienia się: jaka niezaspokojona potrzeba za tym stoi. Tak dotarłam na przykład do potrzeby wydzielenia miejsca na wyciszenie w domu, miejsca z zakazem wstępu dzieciom. Ktoś powie: co za buta, odgradzać się od dzieci? A ten wyłączony z ogólnego obiegu pokój pomaga zrealizować potrzebę bezpieczeństwa wszystkim domownikom. Czy u każdego to się sprawdzi? Nie wiem. Nie wiem, czy każde dziecko jest w stanie uszanować taką zasadę w domu. Ale wiem jedno, każdemu dziecku zależy na dobrym funkcjonowaniu rodziny, jednak to rodzice muszą o to zadbać.

 

Odpowiedzialność za zaspokojenie potrzeb dzieci spada na dorosłego, warto jednak jak najszybciej uczyć je identyfikacji potrzeb i poszukiwania różnych strategii na ich zaspokojenie.

 

Każde zachowanie niekomfortowe dla nas to sygnał, że jakaś potrzeba dziecka jest niezaspokojona. Lepiej nie walczyć z zachowaniami, a potraktować je jako okazję do poszukiwania przyczyn i różnych strategii na zaspakajanie potrzeb. Kiedy warto zacząć? Od urodzenia :) Wszystkim przyszłym rodzicom i rodzicom maluszków polecam z całego serca książkę "Język niemowląt" Tracy Hogge. Tam znajdziecie pomysły, jak pomagać rozumieć siebie całkiem maleńkiemu człowiekowi i jak traktować go z szacunkiem. Osobiście jestem również zachwycona filozofią Marii Montessori w kontekście dostosowania otoczenia do potrzeb dziecka i nauką samodzielności od podstaw.

 

Co, gdy potrzeby dziecka i rodzica stoją w sprzeczności?

 

Zapytałam o to znaną w naszym kraju z koncepcji RB Agnieszkę Stein. Odpowiedziała mi tak:

Potrzeby raczej nie stoją w sprzeczności. W sprzeczności stoją strategie.

Po zastanowieniu się, muszę przyznać jej rację. Jeśli jesteśmy świadomi potrzeb swoich i dziecka oraz wielości dróg prowadzących do ich zaspokojenia, możemy szukać takich strategii, które ze sobą nie wejdą w konflikt.

 

Np. młoda mama ma potrzebę snu, a dziecko często się budzi w nocy wymagając karmienia, przewijania, wyciszenia.

Możliwe strategie:

a) Młoda mama kładzie się zawsze, gdy śpi dziecko i wysypia się przy nim na raty.

b) Młoda mama śpi ciągiem nocą, by w dzień zająć się dzieckiem, a w nocy do maleństwa wstaje tata lub inny członek rodziny.

c) Młoda mama z młodym tatą wstają do dziecka na zmianę i w dzień na zmianę robią sobie drzemki.

d) Korzystając z powyższych strategii, rodzice uczą dziecko przesypiać noce (czasem to się udaje).

 

 

Czy zdarza się jednak, że mimo wszystko potrzeby dziecka i rodzica stoją w sprzeczności? Wydawało mi się, że tak się zadziało u nas w rodzinie. W naszym niemalże w całości autystycznym domu mamy jednego, małego neurotypowego rodzynka – lat 4. Ech, rodzynek jak malinek ma OGROMNĄ potrzebę dialogu, kontaktu, relacji. Cała nasza trójka dwoi się i troi, by potrzebę tę zaspokoić, ale niestety często wchodzi to w konflikt z naszymi potrzebami – ŚWIĘTEGO SPOKOJU (o zgrozo). Rodzynek więc nauczył się przebywać też sam ze sobą. Po czym okazuje się, iż w przedszkolu sprawia wrażenie, że woli przebywać w swoim świecie. No to chyba jednak za mało dostaje tego dialogu, relacji i kontaktu. Po odkryciu tego stanu, zaczęło się poszukiwanie strategii. Pani w poradni powiedziała, że ważne, by w otoczeniu znajdowały się również osoby neurotypowe. Wydało mi się to sensowną propozycją, bo przecież podobnie jest w przypadku samodzielnych rodziców bądź par jednopłciowych. Ważne jest wówczas utrzymywanie pozytywnych relacji z płcią przeciwną. No, ale jak to zrobić? Wszystkie próby utrzymania relacji z neurotypowymi znajomymi spełzły na niczym. Ostatnimi czasy skupiłam się mocno na budowaniu wspólnoty z ludźmi o podobnej wrażliwości, by zaspokoić własną potrzebę przynależności, relacji, wsparcia społecznego. Wydawało się, że znaleźliśmy się w impasie. Zapisałam dziecko na zajęcia do psychologa i zostawiłam temat nierozwiązany...

 

Tymczasem strategia pojawiła się sama. W wyniku zawirowań życiowo – mieszkaniowych, wprowadziła się do nas zupełnie neutorypowa krewna na okres kilku tygodni. Po krótkim czasie, dziecko na terapii psychologicznej weszło pięknie w relacje, bawiło się w gotowanie (jak się domyślacie, w domu nie ma takiej okazji, by pobawić się z kimś symbolicznie, czyli w zabawy "na niby"). Zachęcona rezultatami, poprosiłam krewną o pomoc w utrzymaniu naszych relacji, bo my mamy z tym problem. Zgodziła się ochoczo :). Kibicujcie nam i naszemu rodzynkowi.

 

Na sam koniec podzielę się jeszcze myślą wprost z warsztatów z wspomnianą tu autorką "Dziecka z bliska":

 

Podstawą zbudowania zdrowej relacji z dzieckiem, są zdrowe relacje z innymi dorosłymi. Biorąc pod uwagę "nasz" specyficzny styl bycia w świecie, pozwolę sobie na zastąpienie pojęcia "zdrowe" pojęciem "satysfakcjonujące", tworząc w ten sposób przepis na udane życie rodzinne z ASD lub nie w tle.

 

Przeczytałeś? Zostaw ślad. Potrzebuję takiej formy motywacji do dalszej twórczości.

 

 

 

 

Komentarze (4)

Dodaj komentarz
  • Gość: [Kasandra] *.dynamic.mm.pl

    Też tak sądzę :) i dodałabym jeszcze lekturę SELF-REG do zgłębienia potrzeb, stresu :)

  • kefirass

    Kolejny super przydatny wpis, dlatego też lubię wracać na tego bloga:) Czekam na więcej! Pozdrawiam.

  • Gość: [paragona] *.ssp.dialog.net.pl

    Mega trudny temat... Tym niemniej, dzięki za wpis. Pozdrawiam

  • Gość: [Ciągle się uczę] *.skranetcan.pl

    Dziękuję Ci za ten wspis! Dałaś mi do myślenia z tematem nie zaspokajania własnych potrzeb oraz konsekwencjami tego stanu rzeczy dla całej rodziny.

© W roli rodzica z ASD w tle
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci