Menu

W roli rodzica z ASD w tle

Mam autyzm,własne dzieci i nie zawaham się o tym pisać.

O udzielaniu wsparcia emocjonalnego dzieciom

mamza

 

Trudność w rodzicielstwie w ogóle najczęściej polega na ogromnym dysonansie poznawczym dotyczącym tego, jakimi chcielibyśmy być rodzicami, a jakimi się sobie jawimy. Niestety specyfika autystycznego myślenia pogłębia ten dysonans. A cały pic polega na tym, że nasze idealne wyobrażenia najczęściej są absolutnie nieosiągalne, a faktyczny stan zakrzywiony przez poczucie winy. Przez ostatnie dwa tygodnie chodziłam struta jak diabli, bo zdarzył mi się wybuch skierowany na dziecko, w którym straciłam kontrolę nad sobą. (Niech pierwszy rzuci we mnie kamieniem ten, komu nigdy utrata kontroli nad sobą się nie zdarzyła. Dziękuję). Jednak ja odczułam to jako całościową porażkę. Wróciły lęki, o których dawno bym zapomniała, gdyby nie wspomnienie o nich na blogu. Dodatkowo wydawało mi się, że to wydarzenie zaważyło na wszystkim, co mnie dotyczy, że straciłam cały swój rodzicielski autorytet. W oczach obcych osób widziałam osąd: jaką ona jest beznadziejną matką, jak bardzo sobie nie radzi (oczywiście buul shit – to była jedynie moja interpretacja. Nikogo na szczęście nie interesuje moje rodzicielstwo). Wczoraj zapytałam syna, czy coś się między nami zmieniło po tym, co się stało i jaką wg niego jestem mamą – powiedział, że najlepszą. Cholera, jesteśmy najlepszymi rodzicami, jakimi możemy być, a nasze dzieciaki kochają nas absolutnie bezwarunkowo. Może czas w ten sam sposób pokochać siebie? O tym poczuciu winy i rozprawianiu się z nim będę jeszcze pisać, bo temat istotny. Ostatnia rozmowa na grupie wśród mam z ASD utwierdziła mnie w przekonaniu – że mam czym się dzielić. Przez ostatnie 7,5 roku docierałam do kości bycia rodzicem. Kurde, jestem superhiro, ale tylko dlatego, iż wiem, że nim nie jestem... Tymczasem proponuję niniejszy praktyczny miniporadnik z udzielania wsparcia dzieciom, który napisałam zaraz po lekturze "Kaktusa" dla tatusiów z ASD i wszystkich zainteresowanych tematem. Temat wsparcia emocjonalnego wraca w rodzicielstwie jak bumerang. Ten poradnik oczywiście nie zastąpi docierania do swoich emocji na gruncie sensownej terapii i nie może być stosowany w zamian takowej. Może jednak pomóc. Dzieciaki w swoim przeżywaniu są absolutnie szczere i naprawdę trudno nie zauważyć emocji w ich wydaniu. 

Gwoli wstępu: Wsparcie nie polega na pocieszaniu i ojojaniu, wsparcie polega na rozumieniu. Przestajemy być samotni, jak znajdujemy wokół siebie ludzi, którzy rozumieją. To samo tyczy się dzieci. Zatem do dzieła:

 

1 WSPARCIE EMOCJONALNE DLA DZIECKA – poziom pierwszy

 

Zasadą, wedle której tworzą się w naszych umysłach pojęcia – są przeciwieństwa. Wiemy że coś jest małe tylko dlatego, że stoi w opozycji duże. Rozumiemy co to znaczy cicho – bo umiemy to odnieść do "głośno" itd. Pierwsza lekcja na takim przeciwieństwie się oprze.

 

Cel: nazywanie dzieciom i sobie dwóch stanów:

PRZYJEMNA EMOCJA – NIEPRZYJEMNA EMOCJA.

 

Obserwuj uważnie swoje dziecko, siebie i osoby w najbliższym otoczeniu. Po zachowaniu staraj się odgadnąć w jakim stanie emocjonalnym (+ lub -) znajdują się te osoby. Podejdź do zadania jako do problemu badawczego. Z dzieckiem dziel się spostrzeżeniami. Nazywaj mu też swoje stany. Ćwiczenie wykonuj tak długo, aż poczujesz się w tym pewnie.

No dalej więc. Mamusie też mogą. Ci rodzice, którzy nie mają ASD też mogliby poćwiczyć. Ci którzy nie maja dzieci, a planują mieć - niech ćwiczą na sobie i partnerach. Potraktujmy to jako wyzwanie.

 

UWAGA!

Może być trudno. Istnieje ryzyko, że w dzieciństwie słyszałeś dziwne rzeczy w odpowiedzi na swoje pozytywne i negatywne emocje. Jest duża szansa, że dostawałeś rozkaz, by przestać czuć to, co czujesz, bo twoje okazywanie emocji było jakiś sposób niewygodne dla otoczenia. Teraz, przy swoim dziecku, masz szansę dotrzeć do tego samemu.

 

Przykładowe słownictwo i zwroty:

Wyglądasz na zadowolonego. Wydaje mi się, że teraz jesteś szczęśliwy (w znaczeniu jest ci dobrze), aaale ci sie to podoba, fajnie, nie?

 

Jest ci nieprzyjemnie. Nie lubisz tak się czuć. Coś ci nie pasuje. Chciałbyś coś zmienić. Jest ci niekomfortowo itp...

 

Nie oczekuj, że twoje komunikaty zmienią rzeczywistość. Chętnie bym się cofnęła w czasie z tym ćwiczeniem do okresu z kresu wytrzymałości i wypróbowała na moim małym mistrzu komunikacji (http://demotywatory.pl/386280/Dziecko). Gdyby udało mi się wówczas zaakceptować ten fakt, że tak właśnie jest: niekomfortowo i nieprzyjemnie. Że tak właśnie się dzieje jemu i mi w związku z tym, być może zachowałabym trochę talerzy i zabawek z tych rozbitych we frustracji o ścianę. A może nawet nie doświadczyłabym bardzo funkcjonalnego rozładowania napięcia w postaci kopania w ogumione koła wózka, który w rytm tych uderzeń łagodnie się kołysał. Dziecko miało bujawę, ja się wyzłaszczałam. Tylko to bezsensowne poczucie winy i niepotrzebne gorzkie łzy porażki unicestwiały piękno tej chwili. To pewnie przez oczekiwania bycia SuperMegaHiroMamą i niezgodność tego obrazku z typową sytuacją rodzicielską. No cóż, z tym tez trzeba się zmierzyć – nie ma ideałów.

 

 

 

2. RÓŻNICOWANIE EMOCJI - poziom zaawansowany

cel: nazywanie emocji

Do poziomu drugiego docieramy tylko w momencie, gdy czujemy się już dobrze na poziomie pierwszym. Uwaga, to, co robiliśmy lekcje temu – już jest rodzajem wsparcia emocjonalnego. Wiele dzieci, nawet wychowywanych w neurotypowych domach tego nie doświadcza. Ogarnąłeś temat? Przypnij sobie plakietkę superrodzic – choćby mentalnie. Zasłużyłeś. 

 

Rozpoznajemy pięć podstawowych emocji. 

GNIEW

STRACH

SMUTEK

ODRAZA

RADOŚĆ

 

W wersji rozszerzonej: oceniamy nasilenie w skali 1 do 100

 

Jak widzisz "przyjemnie" już możesz podporządkować pod radość. "Nieprzyjemnie" niestety trzeba podzielić na 4. Może okazać się, że potrzebne będą dokładniejsze wskazówki, jak rozróżnić te emocje i w jakich sytuacjach mogą się pojawić. Do głowy przychodzi mi gra "wyspa odkrywców", w którą miałam przyjemność grać z moim małym Asem w wersji demo. W tej grze były aż trzy parametry do rozróżniania emocji u innych: ton głosu, ruchy ciała i mimika. Nawet jeśli dla kogoś czytanie twarzy jest niedostępne – pozostają dwa inne parametry. Gra niestety nie została jeszcze wypuszczona do komercyjnego użytku. Na rynku znajdują się natomiast publikacje książkowe poświęcone nauce emocji z szeregiem zdjęć np. w wydawnictwie HARMONIA. Ze starszakiem śmiało można z takich książek korzystać. U nas w domu sprawdziła się też tablica piktogramowa ze zdjęciami członków rodziny i emotikonami do przyklejenia. Czasem w gniewie trudno jest coś powiedzieć. Można wówczas na takiej tablicy przykleić obrazek i niewerbalnie zakomunikować o swoim stanie.

 

Masz problem ze zidentyfikowaniem własnych emocji? O pomyśle, że ich nie czujesz w ogóle zapomnij. To niemożliwe. Na poziomie wegetatywnym odczuwasz wszystkie emocje tak jak osoby neurotypowe. Prawdopodobnie jednak masz za sobą nieudaną edukację w tym zakresie. Ułatwienie: obserwuj biologię. Emocje można wyczuć w poszczególnych częściach ciała. Nadal masz trudność z nazwaniem? Nie zrażaj się – opisz to, co czujesz na poziomie fizjologicznym. I pomóż opisać dziecku co czuje. Ostatnio dostałam piękną lekcję on-line w nazwaniu smutku przez dziecko autystyczne. Brzmiało to tak: "czuję w brzuchu łzy a gardło mam ściśnięte, straciłem uśmiech". Czy trzeba czegoś więcej?

 

 

 

3. ZWIĄZEK PRZYCZYNOWOSKUTKOWY – level hard

 cel: rozumienie emocji

To poziom mistrzowski. Obejmuje dobre orientowanie się w emocjach podstawowych i części pochodnych (już wyżej poprzeczki sobie nie stawiam). Umiejętność skalowania ich – określania nasilenia oraz docierania do przyczyn. Jeśli podejmiecie się tego wyzwania, to tu trzeba zasadniczo pamiętać o dwóch sprawach:

 

Gdy mówimy o swoich emocjach:

Komunikat zaczynamy od "ja" - "ja się gniewam, złoszczę, smucę" i nigdy nie kończymy na "ty" - "bo ty mnie nie słuchasz", a zamiast tego dalej konsekwentnie konstruujemy wypowiedź w 1. osobie: "bo tak bardzo nie lubię być ignorowany" itp...

 

Gdy pomagamy dotrzeć dzieciom do ich emocji:

Unikamy, jak ognia pytania: "dlaczego?". To pytanie o istotę rzeczy, skonstruowanie sensownej odpowiedzi na to pytanie niestety przekracza często możliwości dorosłego, co dopiero dziecka. My oczywiście chcemy się dowiedzieć dlaczego nasz Jaś przychodzi smutny ze szkoły, ale odpuśćmy wyciąganie z niego siłą tej informacji. Możemy pytać o skalę nasilenia smutku. Jak bardzo jesteś smutny? Ale dlaczego – musimy sobie wyinterpretować lub nie. Dziecko wcale nie musi chcieć się z nami podzielić tym co i dlaczego czuje – może też nie wiedzieć. Zapytaj: co robiłeś zanim się tak poczułeś? Może pomóc. Siebie też o to pytaj. 

 

Klucz do sukcesu: uwaga. To, co proponuję to po prostu poświęcanie pola uwagi emocjonalności. Nic więcej. I chrzanić to, że rozmijamy się w naszym rodzicielstwie z typowym obrazkiem. Jeśli dzieci mają gdzie spać i co jeść. Jeśli zabieramy je do lekarza, gdy są chore i zapewniamy edukację. I jeśli do tego poświęcimy uwagę im emocjom – stają się bogaczami. Do trudnych tematów jeszcze wrócę. Obiecuję. 

© W roli rodzica z ASD w tle
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci